Sardynia 2009

19 lipca 2009

Nasz zimowy wspin zaczęliśmy organizować  już w listopadzie ,a to wszystko przez szalonego człowieka Janusza Ryszewskiego, który niejako „zmusił” nas do kupna taniego biletu lotniczego 😉 -podróż w obie strony za 244 zł od osoby ?


Wyprawa rozpoczyna się w śnieżną, mroźną noc w dzielnicy seksu biznesu i pieniędzy znanej wszystkim jako Nowy Fordon. Zbieramy wszystkich po drodze i jedziemy w piątkę  (Janusz, Magda, Mikołaj, Michał i ja) do Berlina na lotnisko  Berlin-Schoenefeld. Tam dołączają do nas  Kwazar i weterani bydgoskiego wspinania Darek Kruszyński i  Krzysztof Wesołek ze swoją żoną.
Auto zostawiamy na prywatnym placu u Niemca, kręcącego biznes parkingowy,  który  podrzuca nas swoim busikiem na lotnisko. Jeszcze tylko 2 godziny lotu  i jesteśmy na Sardynia-Olbia, gdzie pieknie świeci słońce, a w dzień temperatura osiąga 24 stopnie Celsjusza.

Prosto z lotniska po krótkich negocjacjach w wypożyczalni (i pokrzykiwaniach: ‚Allora, allora, va bene!’)  wynajmujemy  wóz, który posłuży nam jako taksówka. Pędzimy nowym  Mitschubishi Space Star  nadmorskim szlakiem do Cala Conone . Po drodze podziwiamy poszarpane wybrzeże Sardynii, raz po raz zatrzymując się przy  punktach widokowych.  W końcu docieramy do naszego lokum, którym jest 2 piętrowy cudny domeczek z wyjściem na dach – doskonałą lokalizacją do wieczornej konsumpcji tutejszego wina ?


Sektory:
– Grota Biddiriscottai: W ten rejon udaliśmy się pierwszego dnia. Nie mogąc doczekać się wspinu, wyruszyliśmy do groty o 9 rano. Pogoda była idealna do wspinania, a dzień przyniósł  wiele sukcesów. Obiektywnie rzecz ujmując, wspinanie w grocie jest godne polecenia (została naszą bazą na dłuższe wspinanie), szczególne, że grota jest oddalona od morza tylko przez  kilka kamienie… Tak więc nagrodą za dzielne wspinanie jest kąpiel w morzu – dosłownie na wyciągnięcie ręki. Grota jest mniejsza od tej w Sperlondze. Oferuje wiele dróg w dachu – nie jest to jednak łatwe wspinanie-  wymaga skrajnie siłowych przechwytów. Ogólnie 35 dróg, z tego wiele łatwych piątek wiodących pionami do okapów.


Praktycznie: Mimo, że drogi zaczynają się w grocie, większość kończy się na pionie. Podejście: 15 minut od parkingu ścieżką nad brzegiem morza po dużych kamieniach wyglądających jak olbrzymie kawałki węgla.
– Cala Fuili, Codula Fuili: Rejon położony w wąwozie wychodzącym na morze. Skały dość porozrzucane, dużo łatwych dróg na początku wąwozu. My jednak nastawieni byliśmy na przewieszenia i nieco rozczarowaliśmy się opisami w przewodniku, który obiecywał piękne wspinanie. Drogi śliczne, jednak wysokość do pierwszej wpinki  (a właściwie to teren do niespodziewanego lądowania) pozostawiała często wiele do życzenia.


Praktycznie: Dojście z parkingu (czyli końca drogi z Cala Gonone do Cala Fuili) około 25 minut spacerem.

– Cala Luna: To miejsce zwiedziliśmy tylko jako plażowicze, jedynie jeden oszołom z naszej paczki w dzień restowy (czytaj pochmurny i deszczowy)  miał ochotę się powspinać. Turkusowa woda,  biały piasek, nawet na mnie – mimo że jestem zagorzałym anyplażowiczem – miejsce to zrobiło duże wrażenie. Gdy dotarliśmy tam ok. godz. 10 plaża była pusta. Drogi wyglądały zachęcająco, ale ocenialiśmy je tylko po wyglądzie (a wyglądają hardcorowo).
Praktycznie: Dojście bardzo ładnym szlakiem z wąwozu Cala Fuili, ten sam parking-droga. Czas dojścia wg przewodnika 2h, według nas jakieś 2,5 szybkim tempem z jednym zatrzymaniem na siku. Możliwość dopłynięcia promem z portu w Cala Gonone 12€ w obie strony, 10€ w jedną.


Podsumowując, Sardynia jest miejscem, które może powalić na kolana.  Nie doświadczymy tam długiego muru z setkami dróg, ale większość sektorów jest małych rozmiarów i porozrzucanych po całej wyspie. Najlepszą opcją jest przemieszczanie od rejonu do rejonu, wspinając się w każdym z nich nie dłużej niż 2 dni.  Na uwagę zasługuje dzikość miejsca i brak ludzi pod sektorami, co z pewnością stanowi alternatywę dla popularnych i zatłoczonych miejsc. Gdziekolwiek nas nie zaniosło, wszędzie byliśmy sami. Wszędzie było pięknie, wszędzie magicznie. 10 dni na wyspie pozwala raptem na niewielki rekonesans, ale odległości są tak małe, że poruszając się po autostradzie, sporo zakątków wspinaczkowych można poprostu… odwiedzić. I obiecać sobie powrót. Sardynia pozostawia fantastyczne wspomnienia i myśl, że… jeśli gdzieś wrócić, to na pewno tu: dla wszystkich starczy miejsca pod wielkim dachem nieba. Przynajmniej dla wspinaczy ;).

Informacje bardzo praktyczne:
W Cala Gonone znajdują się 2 kempingi w niebagatelnej cenie 10€ oraz 13€ (do czerwca, potem 16€) za osobodobę. Jest też dużo innych kwater; my spaliśmy np. w 9 osób w 4-pokojowej kwaterce z dwoma łazienkami za 9€.
Polecamy pizzerię tuż obok kościoła – pizzę serwują dużą, smaczną i w przystępnej cenie: 4-7€ za całą pizzę.
Żarcie jest drogie, z wyjątkiem bananów, pomidorów, oliwkek i wina:) Polecam owczy ser i pakowane owoce morza dostępne w marketach (w Cala Gonone znajdując się dwa markety SISA)
Topo. Dysponowaliśmy takim: „Saredit – Pietra di Luna – Sardinia Climbs (2002)” Plusem jest to ze jest w nim uwzględniona cala wspinaczkowa Sardynia… i może właśnie dlatego jest to przewodnik mało dokładny. Istnieje oczywiście możliwość zakupu nowego topo na miejscu, problemem może być jedynie cena.

Ważniejsze przejścia :
Mina Vagate – 6C+ OS
Aberrante – 6B+ OS

Unbenannt – 6A
Paalino – 6B
Ariel – 6C+
C’esta Lavie 7A RP
Scrat – 6B+
Beeta Botargo – 6A+
Zapraszam do galerii zdjęć z wyjazdu wykonanych przez Piotra Szamockiego.

Pozdrawiam Łukasz Zielazny

Dodaj komentarz