Andaluzja – raj nie tylko winem i słońcem słynący…

19 czerwca 2009

Andaluzja – raj nie tylko winem i słońcem słynący…

Rysunki na skałach

O El Chorro usłyszałem po raz pierwszy kilka lat temu, walczyłem wtedy ze słabościami na jednej z mocno wyślizganych podlesickich dróg. W bliskim sąsiedztwie z grawitacją zmagał się jeden ze wspinaczy, próbując pokonać kluczowe trudności.

– Co za „mydło” – krzyknął odpadając od ściany.

 – Ile ja bym dał, żeby znowu poczuć tarcie wapienia z El Chorro.

Jego przyjaciel z drugiego końca liny dodał:

 – No, i ten smak andaluzyjskiego wina…

Lampka w mojej głowie się zapaliła, dlatego zaraz po powrocie do domu sprawdziłem dostępne relacje z tego regionu i… stwierdziłem, że właśnie to miejsce będzie celem najbliższego wyjazdu w okresie zimowym…

…od tamtej chwili minęło kilka lat, podczas których moje wyjazdy – z różnych przyczyn – ograniczały się jedynie do krótkich eskapad w Tatry oraz do Jury Krakowsko-Częstochowskiej. O słynnym rejonie Andaluzji jednak nie zapomniałem i podczas gdy cała Polska spoczywała w zimowym śnie, wraz z wieloletnim przyjacielem mknęliśmy „wspaniałymi” polskimi drogami w kierunku lotniska w Berlinie, snując domysły na temat warunków pogodowych i wspinaczkowych w El Chorro.

Centrum El Chorro


Prognozy, z którymi zapoznawaliśmy się w Polsce nie były najlepsze, podczas naszego wyjazdu (przełom stycznia i lutego) miało cały czas padać. Mieliśmy jednak nadzieję, że tak jak w naszych Tatrach oficjalne prognozy to jedno, a rzeczywistość to zupełnie inna bajka. Tak jak przypuszczaliśmy, pomimo, że pogoda nas nie rozpieszczała, mieliśmy jednak relatywnie dobre warunki, ale po kolei…

Nocna podróż do Berlina minęła spokojnie i nasze największe obawy, dotyczące rezerwowanego przez Internet parkingu z zapewnionym dowozem na lotnisko, zostały szybko rozwiane. Parking był na miejscu, kierowca po zainkasowaniu umówionej kwoty odwiózł nas na lotnisko i wczesnym porankiem wsiadaliśmy do samolotu lecącego do Malagi.

Pierwsze wrażenia po wylądowaniu – niebo bezchmurne i jak tu gorąco! Szybko ściągamy polary i soft-shelle, rzut okiem na termometr 18 stopni – nieźle się zapowiada nasza przygoda na dalekim południu Europy. Mając w pamięci opisy stosunkowo problematycznego wydostania się z lotniska udajemy się do piętro wyżej – do hali odlotów, skąd wychodzimy przed terminal i idziemy w prawo, w kierunku wejścia głównego do wielopoziomowego parkingu (oddalony jakieś 400 m od wejścia głównego do hali odlotów). Przechodzimy przez parking, kierując się w stronę kładki przez drogę (dobrze oznaczone wyjście na peron pociągu), która doprowadza nas prosto na przystanek miejscowej kolejki podmiejskiej.

Widok na nasz I obóz

Do El Chorro można dostać się na trzy sposoby: wynająć samochód (wariant drogi – ok. 20 Euro na dobę); pojechać pociągiem do stacji głównej Maria Zambrano (ostatni przystanek w Maladze), z tej stacji odchodzi jeden pociąg dziennie do „wapiennego raju” o godz. 18.43; pojechać pociągiem do stacji głównej, gdzie co pół godziny odchodzi kolejka podmiejska do Alory, skąd mamy 15 km do naszego celu wizyty.

Z racji wczesnej pory i małego zasobu pieniędzy, decydujemy się na wariant trzeci. Kupujemy bilet w automatycznej kasie do Alory (2,65 €, strefa 4, ważny 2 godziny !) i czekamy na kolejkę, którą dojeżdżamy do ostatniej stacji w centrum Malagi. Po ok. 30 min. Jedziemy w kierunku Alory, oglądając mijane wielkie gaje cytrusowe i podziwiając po piękne widoki. Wspomniane miasteczko jest ostatnią stacją kolejki podmiejskiej, więc nie trzeba się obawiać, że je ominiemy.

Stacja w Alorze wita nas jeszcze większym gorącem i senną atmosferą. Wychodzimy przed dworzec, spisujemy na wszelki wypadek nr telefonu do miejscowych taksówek, sprawdzamy na mapie przed dworcem, w którym kierunku znajduje się wyjazd w kierunku El Chorro (na forach wyczytaliśmy, że Hiszpanie chętnie zabierają na stopa), kilka fotek oraz pokrzepienie serc miejscowym trunkiem i wychodzimy do miasta. Po przejściu jakiś 300 m, zatrzymuje się samochód, w którym za kierownicą siedzi Anglik mieszkający na stałe w Alorze i oferuje nam podwiezienie do granic miasta (jakieś 2-3 km). Po krótkiej konwersacji dogadujemy się jednak, że podwiezie nas do samego El Chorro za jedynie 5€ od głowy, na co z wielką chęcią przystajemy.

Widok z namiotu


Jadąc strasznie krętą i wąską drogą obserwujemy otoczenie, coraz częściej zerkają na imponujący mur skalny, zbliżający się wraz z pokonywanymi kilometrami. Przed samą miejscowością nie możemy już oderwać wzroku od potężnych ścian wznoszących się na ok. 400 m, których szczyty giną w chmurach. Podekscytowanie sięga zenitu, gdy wysiadamy z samochodu. Ale lufa… myślę sobie i spoglądam na Michała, który nie może oderwać wzroku od skały.

– Niezła ściana? Co?

– Nie przypuszczałem, że będzie aż tak duża – odpowiedział.

– Ja też.

– Żałuję, że nie wzięliśmy liny podwójnej.

– Faktycznie szkoda – odpowiedziałem – ale może uda się zrobić na pojedynczej jakieś wielowyciągówki.

Fragment niesamowitego muru skalnego


Czuję, że ciarki przechodzą mi przez całe ciało (jak się później okazało, nie była to tylko oznaka podekscytowania, ale również zwiastun choroby, która miała mnie niebawem wyłączyć na kilka dni ze wspinania). Ruszamy dalej, najpierw w kierunku schroniska Refugio (nocleg 8 € bez śniadania, 10 € ze śniadaniem, później do Campingu El Chorro (7,40 € za osobę wraz z rozbiciem dwuosobowego namiotu). Tutaj niemiła niespodzianka – sjesta, która potrwa do 17, więc możemy pomarzyć o szybkim założeniu „obozu”. Po krótkiej naradzie (mając w pamięci relacje naszych pobratymców, że biwakowanie na dziko jest niedozwolone, ale powszechnie akceptowalne)  postanowiliśmy znaleźć przyjazne miejsce na rozbicie namiotu.

Dzięki uprzejmości Hiszpana spotkanego po drodze (mieszkającego w jednej z jaskiń, która służyła kiedyś za noclegi dla pasterzy, a obecnie jest wykorzystywana przez ludzi, chcących zrzucić kajdany cywilizacji i żyć całkowicie wolni), już po 20 minutach rozbijaliśmy namiot poniżej jego skromnego domostwa (życzliwość Hiszpanów nie zna granic), w efektownym otoczeniu palm daktylowych i potężnych agaw. Po założeniu obozu pierwszego i zjedzeniu ciepłego posiłku, doszliśmy do wniosku, że po całonocnej podróży nie mamy dzisiaj siły na wspinaczkę i poszliśmy na mały rekonesans po miejscowości, między innymi w celu zrobienia drobnych zakupów. Pierwszy dzień zakończyliśmy degustacją miejscowych win i piwa przy niedalekim akompaniamencie wyluzowanych hipisowskich bębniarzy, grających do pierwszej w nocy swój koncert.

Drugi dzień pobytu przywitał nas jeszcze lepszą pogodą, więc zaraz po śniadaniu wyszliśmy do sektora Castrojo, 5 min. podejścia od namiotu. Ściana w tym miejscu oferuje 20 dróg wspinaczkowych o trudnościach od 4+ do 7b+. Wszystkie drogi  w tym sektorze dobrze ubezpieczone i oferują naprawdę piękne łojenie. Do wspinania potrzebne jest min. 10 ekspresów oraz najlepiej 60 m lina (drogi 6a i 6a+ mają po 30 m). Sektor idealnie się sprawdzi dla osób lubiących zarówno pionową ścianę, jak i ładne przewieszenia. Wszystkie drogi w tym sektorze oferują świetne tarcie, chociaż wspinający się tam Anglicy i Niemcy twierdzili inaczej, ciągle używając sformułowania polish (w znaczeniu wyślizgany), czym wprawiali nas konsternację bo myśleliśmy, że mówią o nas ;). Na koniec tego pięknego dnia, nieźle wykończeni, poszliśmy zobaczyć

pozostałe regiony w najbliższym otoczeniu El Chorro.

Piękne klimaty

Kolejne dni okazały się mało owocne wspinaczkowo, ponieważ najpierw zmagałem się z chorobą, a później przyszło załamanie pogody (niestety w nocy również do El Chorro dotarły huraganowe wiatry, które poczyniły w tym czasie wiele szkód w Maladze). Wolne od deszczu chwile wykorzystywaliśmy na spacery po miejscowości, rekonesans w skałach i wieczorną integrację z innymi wspinaczami (rejon chętnie odwiedzany jest przez Anglików, Niemców, Irlandczyków, Czechów, spotkaliśmy też sporą reprezentację wspinaczy z Kanady) w schroniskowym barze oraz przy miejscowym sklepiku, co skutkowało bólem głowy następnego dnia.

Po dwudniowych deszczach (które wymusiły przeprowadzkę do schroniska, ze względu na kompletne przemoczenie namiotu i części naszych rzeczy – a wiadomo, że nocleg w mokrym śpiworze nie należy do przyjemności), pogoda się nieco ustabilizowała. Było już jednak zdecydowanie zimniej, przy czym mocny wiatr (przypominający nasz halny) obsuszył skałę na tyle, by móc myśleć o wspinaniu. Dlatego też, zaczęliśmy wspinać się w różnych regionach (blisko El Chorro, by w razie deszczu wrócić szybko do schroniska).

Przeprowadzka do schroniska okazała się jednak bardzo przyjemna (pomimo wątpliwego standardu tego osobliwego lokum), a wszystko za sprawą wesołego towarzystwa rodem z Polski (Monika N. wraz z kursantami), z którym przyszło nam dzielić pokój.

Kolejne dni przyniosły mieszaną pogodę, jednak spragnieni wspinania odwiedzaliśmy po kolei sektory, próbując załoić drogę sezonu i tak kolejno wspinaliśmy się w następujących sektorach:

Niesamowite widoki z Escalera Arabe

Sektor Escalera Arabe – rejon znacznie oddalony od centrum miejscowości, czas podejścia ok. 1 -1,5 h. Dojście do sektora ścieżkami biegnącymi w przy skałach (uwaga na rozstawione w jednym miejscu ule z pszczołami) lub główną drogą która rozpoczyna się tuż za najwyżej położonymi domami po lewej stronie (prawdopodobnie była to droga z kamieniołomu). Istnieje możliwość dojechania do tego sektora samochodem (musi być jednak sucho, bo po deszczu droga zmienia się w jedną wielka gliniankę). Sektor oferuje kilkadziesiąt dróg o trudnościach od 4+ do 7c (najwięcej 6a-6c) o długości od 10 do 35 m (przydaje się 70 m lina). W Escalera Arabe drogi są  dobrze obite i oferujących dobre tarcie oraz wspinanie zarówno po ryskach, jak i dziurkach. Dla amatorów wspinania na własnej protekcji też znajdzie się kilka dróg do poprowadzenia (drogi są stosunkowo rzadko rozmieszczone, więc można pomiędzy nimi poprowadzić miedzy nimi własną linię). W sektorze znajdziemy również kilka dwu wyciągowych dróg o trudnościach od 6a do 6c oraz perełkę 6 wyciągową 7a+ El Navegador.

Sektor Placas del Olympo

Sektor Placas del Olympo – umiejscowiony pomiedzy Poema de Roca (nie można go pomylić) oraz Escalera Arabe, dojście ścieżką pod skałami.  To znacznie mniejszy od poprzednika rejon z drogami o porównywalnych trudnościach od 4 do 7c. W sektorze znajdziemy kilka łatwych dwu wyciągówek, więc miejsce idealnie nadaje się na rozgrzewkę lub poprowadzenie pierwszej drogi wielowyciągowej.

Poema de Roca

Sektor Poema de Roca – zdecydowanie najtrudniejszy kawałek skały w El Chorro, widoczny praktycznie z każdego miejsca w El Chorro. Świetne wrażenie robi jaskinia oraz gładkie płyty po bokach. Sektor dla wspinaczy w dużej formie o mocnej bule i świetnej technice. Zdecydowana większość dróg o trudnościach od 6c (jest kilka dróg 6a oraz jakieś 5, których nie mogliśmy zlokalizować). W sektorze znajduje się wiele mocnych wielowyciągówek w tym słynna Poema de Roca (7a, 7c+, 7b, 7c, 7a, 6c). Skała mocno przewieszona, więc można się wspinać nawet w deszczu, tarcie dobre. Drogi są dobrze obite, na wielu w kluczowych miejscach wiszą ekspresy. Kawałek pięknego wspinania i super widoków.

Sektor Suizo 6a+

Sektor Suizo – niewielki rejon pomiędzy Poema de Roca a Amptraxem, dojście ścieżką pod skałami (większość dróg ze ścieżki niewidoczna, więc trzeba iść jak najbliżej skał, bo można ten sektor ominąć). Suizo oferuje piękne wspinanie w przewieszonej skale na jedno i wielowyciągowych drogach. Trudności od 6a do 7b (jest jedna 5 i 4), długość od 20 do 40 m (więc trzeba mieć długą linę lub czekają nas komplikacje przy zjazdach), trzeba mieć min. 15 ekspresów. Wszystkie drogi godne polecenia, obicie w niektórych miejscach mogłoby być lepiej rozmieszczone, ale i tak nie jest źle, trzeba mieć mocniejszą psychę.

 

Sektor Albercones

Sektor Los Albercones i Amprax – powyżej kempingu El Chorro, na prawo od parkingu i tunelu, dojście ścieżką pod skałami. Kilkadziesiąt dróg jedno i wielowyciągowych o trudnościach od 3 do 7b, w tym bardzo ładny ośmio wyciągowy Amptrax 6a. Niektóre drogi wydają się mieć wycenę słabszą niż w rzeczywistości (mocno się zdziwiliśmy na dwuwyciągowej rozgrzewkowej drodze 5+, która niewiele brakowało i nie puściła by OS). Rejon bardzo przyjemny, schowany za drzewami więc idealnie się nadaje na gorące dni. Zarówno Albercones jak i Amptrax oferuje dużo technicznego wspinania w ryskach po płytach (przypomina nieco tatrzańskie łojenie). Znajdziemy tu kilka krótkich dróg, jednak większość ma ok. 30 m, wiec lina 60 m to konieczność.

 

Sektory Albercones, Amprax i Suizo

 Opisane przeze mnie miejsca to tylko niewielki wycinek z tego wielkiego regionu. Jednak mając tylko 9 dni ciężko powspinać się na każdej skale, tym bardziej, że są one rozrzucone na dużym obszarze i podejścia do nich mają zdecydowanie bardziej górski charakter niż skałkowy. Sektorów jest tu dużo więcej, dróg wspinaczkowych powyżej 1,5 tys. (tyle było opisanych w angielskim przewodniku) i ciągle powstają nowe. Wycena tych dróg na pewno nie jest zawyżona, więc można się pokusić o życiowe przejście i na pewno nikt nie zakwestionuje trudności drogi. Generalnie rejon można z czystym sumieniem polecić każdemu wspinaczowi, zarówno początkującemu jak i naprawdę mocnym climberom. Dodatkowo piękne tereny zachęcają do trekkingu po okolicznych wzgórzach (szczególnie godna polecenia jest kładka w kanionie, na którą można się dostać jedynie ze sprzętem wspinaczkowym), a w cieplejszym okresie można korzystać z kąpieli w górnym zbiorniku elektrowni wodnej. W całym regionie istnieją dobrze oznakowane szlaki, po większości z nich można jeździć rowerem górskim. Z czystym sumieniem mogę polecić ten rejon wszystkim osobom lubiącym aktywny wypoczynek, każdy znajdzie tutaj coś dla siebie.

Rozgrzewkowa droga

Niestety pogoda nie była dla nas zbyt łaskawa i pod koniec wyjazdu zaczęło znowu padać (bez specjalnego widoku na poprawę), więc po naradzie postanowiliśmy pojechać do Malagi i wynająć samochód w celu pozwiedzania południowej Hiszpanii.

El Chorro pożegnało nas deszczową pogodą i spóźnionym pociągiem (prawie 1,5 h), więc jeżeli tam się udajecie, nie planujcie nigdy powrotu „na styk”, bo można się zdziwić L Do Malagi dotarliśmy po jakiejś godzinie jazdy niezwykle komfortowym składem Renfe (miejscowe PKP) i zaczęło się poszukiwanie taniej wypożyczalni samochodów. Wszystkim gorąco radzę przejść się po wszystkich punktach, bo ceny są niezwykle zróżnicowane i za te sam samochód można zapłacić od 20 do 100 €. Nam ostatecznie udało się pożyczyć Kia Picanto za 55 € na dwa dni z połową baku benzyny do wyjeżdżenia.

 

Słynna kładka

 

Dwa dni zwiedzania to niewiele na tak piękny region i kraj. Jednak pomimo tego ograniczenia udało nam się poznać specyficzny klimat Andaluzji. Podczas tej wycieczki odwiedziliśmy Tarifę, miasto jest najdalej wysuniętym na południe punktem kontynentalnej Europy (35° 58′ N 5°37′ W). Za dnia, przy dobrych warunkach pogodowych, z okolic Tarify doskonale widać oddalone zaledwie o 20 kilometrów wybrzeże Afryki.

Następnie udaliśmy się na Gibraltar, który jest terytorium zamorskim Wielkiej Brytanii. Tam mieliśmy zabawną przygodę z jedynymi europejskimi małpami , które zaatakowały nas podczas jedzenia batonika (nigdy nie pokazujcie w ich obecności żadnego pożywienia) i nieźle wystraszyły (nie należy do przyjemnych, gdy ok. 10 kg samiec skacze na plecy, w celu wyrwania batonika znajdującego się w ustach).

Ostatnim punktem wycieczki była Ronda przepiękne i niezwykle klimatyczne miasteczko z  niezwykłą areną do walk byków – Plaza de Toros oraz casas colgadas (kamienice po obu stronach wąwozu, bezpośrednio przylegające do jego krawędzi) i Puento Nuevo (monumentalny most o wysokości 100 m, zbudowany w 1793 roku przez José Martín de Aldehuela).

Sektor Suizo

Na koniec kilka informacji praktycznych.

Dojazd. Odradzam podróż samochodem (za daleko , zbyt drogo i męcząco). Najlepiej polecieć tanimi liniami lotniczymi z Warszawy lub Berlina (Norwegian, Easy Jet i inne) lub z innych miast z przesiadką w UK – koszt od 400 zł z wszystkimi opłatami w dwie strony. Samochód na miejscu jest zbyteczny. Dojazd na miejsce opisany był powyżej.

Noclegi. Schronisko – od 8 €, dwa kempingi (przy czym najtańszy i najbliżej położony jest El Chorro) – od 7,4 €, hostel na kempingu El Chorro (tylko po wcześniejszej rezerwacji i dla grup powyżej 15 osób) – od 11 €, hotel – cena noclegu ok. 40 €.

Zaopatrzenie. W miejscowości są 3 sklepy (przy dworcu, u Miguela, market Maribel) oraz 3 bary (w schronisku, na kempingu oraz na dworcu) i jedna restauracja. Na miejscu można kupić wszystkie potrzebne rzeczy (gaz, baterie, film do aparatu, jedzenie, środki przeciwbólowe, itp.), ceny porównywalne do tych w Polsce. Wino kosztuje od 2 € za butelkę lub 1,5 € za kartonik. Piwo w sklepie kosztuje 1,8 € za litr, w barze 3 €. Chleb lepiej kupować wieczorem, bo rano dojeżdża o przeróżnych porach. W El Chorro jest sklep wspinaczkowy w którym można kupić praktycznie wszystko ze szpeju w cenach takich jak w Polsce (obsługa mówi po angielsku, niemiecku i hiszpańsku). W tym sklepie można również kupić ksero miejscowego przewodnika za 22 € (5 € idzie na obijanie dróg), wydanie z 2006 r. W Internecie krąży darmowy przewodnik dostępny dla wspinaczy, jednak jest on mocno nieaktualny i wielu dróg i sektorów w nim nie ma. Najlepszy przewodnik z najaktualniejszym topo wydawany jest w UK i kosztuje 25£.  Jest to naprawdę świetne wydanie i często z niego korzystaliśmy dzięki uprzejmości angielskich wspinaczy.

Ładne kwiatki

Ważne uwagi. Jeżeli wyjeżdżacie z El Chorro pociągiem, koniecznie weźcie poprawkę na ich punktualność (nasz pociąg spóźnił się prawie 1,5 h), więc planujcie wyjazd z dużym zapasem, bo można spóźnić się na samolot. Dlatego najlepiej jest wyjechać porannym pociągiem lub dzień wcześniej. Uwaga w niedzielę jest tylko ranny pociąg. Aktualny rozkład jazdy i ceny można sprawdzić na www.renfe.es .

Wielu z was może kusić chęć skrócenia sobie drogi tunelami, jednak uważajcie. O ile w dni robocze możecie dostać tylko palpitacji serca i pobić rekord na setkę uciekając przed pociągiem. O tyle w dni wolne może to okazać się bardzo kosztowne. Przy tunelach pojawiają się policjanci i bez wahania wlepiają mandaty nawet do 2 tys. € ! Kto nie może uregulować mandatu na miejscu jest skuwany i odwożony do aresztu. Nie sprawdzaliśmy tych informacji, ale osoba, która nam je przekazała była bardzo wiarygodna i dodatkowo w weekend widzieliśmy miejscową policję kręcącą się w okolicy tunelu.

 

 Sektor Costrojo 6a+

 Kiedy jechać? Najlepszy okres to październik – kwiecień, przy czym grudzień i pierwsza połowa stycznia zazwyczaj jest deszczowa. Na przełomie roku może być za zimno na wspinanie w kanionie, gdzie mocno wieje wiatr. Średnie temperatury podczas naszego wyjazdu na przełomie stycznia i lutego wynosiły w nocy 8 ° a w dzień 18 °.

Dodaj komentarz